Jakoś tak to w świecie bywa, że człowiek musi mieć na co zwalać winę, ale nie ciągle na to samo. Sami wiecie, że jakieś zmiany muszą w końcu nastąpić. Tak też jest w przypadku pewnej kwestii sprzętowej – zawsze któryś element musi być najważniejszy. W myśl tej zasady dawno temu procek był guru i jak coś się z komputerem działo niedobrego, to pewnie się przegrzewał. Była też moda na najważniejszość płyty głównej – w końcu na niej wszystko stoi – i zwalanie wszelakich awarii na np. grzanie się chipsetu. Od jakiegoś (dłuższego już) czasu najważniejszy jest zasilacz, bo przecież on dostarcza zasilania, bez którego nic nie będzie działało, a jak elektrownia popuści za dużo na wyjściu, to on jest od ratowania wszystkiego w budzie (jeśli nie ma się UPS-a). Moje zdanie jest proste – nie ma stricte najważniejszego elementu i już.

[Czytaj dalej...]