7. Podsumowanie

kone-detal-10No i nadszedł czas podsumowania. Czy Kone faktycznie jest myszką (niemal) doskonałą? No cóż, niestety nie. Na zalety technologicznych rozwiązań, udogodnień, świetnego sensora i wygodnej konstrukcji wielki czarny cień rzuca wadliwa i niedopracowana rolka. Ktoś może uznać, że za bardzo się czepiam (w dodatku ciągle tego samego), ale spójrzmy prawdzie w oczy – jest to zbyt poważna niedoróbka, aby ją przemilczeć. Kupując myszkę za około 200PLN chce się, aby była ona sprawna, a nie regularnie padała z powodu jakiejś wady konstrukcyjnej, z którą producent nie może sobie poradzić od kilku miesięcy. Pół biedy, kiedy ma się jakiegoś zastępczego gryzonia i można przeboleć kilka dni potrzebnych na wymianę – w innym wypadku takie niespodzianki mogą być bardzo frustrujące. Oczywiście nie twierdzę, że zakup Kone = pewna wtopa, skądże znowu, ale z czystej szczerości i uczciwości czuję się zobligowany do poinformowania o “zwiększonym ryzyku”. Jeśli jednak komuś uda się wytrzymalszy egzemplarz, a przedstawione przeze mnie kilka wad raczej go nie rusza, powinien być bardzo zadowolony. Ostatecznie jednak to, czy warto, jak zwykle pozostawiam do Waszej decyzji.

Plusy:

  • wygodny, ergonomiczny kształt,
  • estetyczny wygląd,
  • świetny sensor,
  • bardzo dobre ślizgacze,
  • spore możliwości konfiguracyjne,
  • sprzętowa zmiana czułości w locie,
  • wbudowana pamięć umożliwiająca zapisanie do pięciu profili,
  • 10 przycisków (8 programowalnych),
  • konfigurowalne podświetlenie,
  • system ciężarków.

Minusy:

  • niedopracowana i bardzo wadliwa rolka, a przycisk pod nią zbyt twardy,
  • ślizgacze oraz powierzchnia myszki dość szybko się wycierają,
  • dla niektórych osób może być zbyt duża.


Sprzęt do testów dostarczył:
Gaming United (http://roccat.pl)