Pod lupą – recenzja myszy Verbatim Rapier V2 |
—
6. Użytkowanie
Tyle już opisałem w poprzednich rozdziałach, że w zasadzie niewiele pozostało mi do napisania tutaj. Jeśli więc pominąłeś poprzednie punkty, naprawdę polecam ich przeczytanie – będziesz miał pełniejszy obraz tego, co chcę przekazać :) “Testy” ponownie nie były czystymi testami – Rapiera V2 używałem przez 2 tygodnie po prostu jako podstawowej myszy (a więc praktycznie cały czas). W tym okresie na moim monitorze przewinął się Red Alert 3 (polecam, tak swoją drogą, bo ja czekałem na tę grę 7 lat i się ani trochę nie zawiodłem), stary ale jary Quake 3 Arena, Brothers in Arms: Hell’s Highway, trochę Ultimy Online oraz masa najzwyklejszego w świecie używania systemu do zadań mniej lub bardziej codziennych.
Zacznijmy od sensora, bo to jedna z najistotniejszych cech dobrej myszy. Jednym słowem – szok. Pozytywny szok. Nie będę ukrywał, że nie mam pojęcia, jakiego dokładnie czujnika użyto w V2, ale robotę robi niesamowitą. Na żadnej z przetestowanych powierzchni (a więc standardowym zestawie goły blat/Mantis Control/S&S/QcK + verbatimowski Precision Gaming Pad) mysz nie miała najmniejszych problemów. Przez 2 tygodnie używania ani razu nie zdarzyło mi się, aby mysz się zgubiła, miały miejsce jakieś przeskoki czy cokolwiek w tym stylu. Odwzorowanie ruchów jest dokładne i nawet przy wyższych czułościach (za którymi średnio przepadam) nie było żadnych trudności z trafieniem tam, gdzie się chciało. Szybkie i długie ruchy na niskich czułościach? Bez problemu, 40 IPS robi robotę.
Przepuszczenie V2 przez VMouseBenchmarka nie wykazało żadnych nieprawidłowości – odświeżanie jest niemal stałe (odchyły rzędu kilku Hz), brak interpolacji i akceleracji wstecznej, a pomiar czułości 1000, 2400 i 3200 DPI potwierdził prawdziwość tych wartości. W zasadzie nie wiem, co więcej mądrego miałbym napisać, aby nie powtarzać w kółko tego samego. Po prostu to jest to. Kropka.
O przyciskach nie będę się rozpisywał, ponieważ na ich temat wypowiedziałem się już we wcześniejszych punktach. W skrócie: główne ok, rolka ok z minusem, górne dodatkowe ok, boczne totalna klapa.
Na zakończenie tego tym razem krótszego punktu, coś o ślizgu i wygodzie trzymania.
Do drugiego nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. Mysz dobrze leży w dłoni, do niemal “neutralnego” kształtu z niewielkim profilem bez żadnych fajerwerków w zasadzie nie trzeba się przyzwyczajać – kładziesz na myszy dłoń i od razu czujesz, że jest dobrze. Czarne tworzywo użyte do wykonania przycisków głównych i boków jest miłe w dotyku ;) i dość skutecznie zapobiega jeżdżeniu palców po powierzchni gryzonia.
Co do ślizgu, to opór stawiany przez V2 (w przypadku małych ślizgaczy) jest przeciętny. Nie ma mowy o jakimś siłowaniu się z myszą, ale demonem prędkości pokroju Salmosy też raczej nie jest. Zmiana na ślizgacze duże dość wyraźnie przyhamowuje Rapiera, więc gdyby nie to denerwujące bujanie na boki, zadowolić dałoby się prawie każdego. Na podkładkach V2 zachowywał się tak, jak powinien – S&S zdecydowanie go przyspieszył, Precision Gaming Mat trochę mniej, ale też dał lekkiego kopa. Zaskoczył mnie jednak kucyk, który okazał się zdecydowanie mocniejszym hamulcem od Mantis Control.
Zobacz również:
- Recenzje myszy NZXT Avatar (08-09-2008)
- Będzie SideWinder X8 z sensorem BlueTrack 4000dpi (11-09-2008)
- Microsoft SideWinder X8 w Polsce od 10 marca (25-02-2009)
- Do pary z SideWinderem X6 – SideWinder X5 [aktualizacja] (21-08-2008)
- Pod lupą – recenzja myszy Microsoft SideWinder X5 (14-10-2008)






Dodaj komentarz: