3. Bliższe spojrzenie

Czas przejść do konkretów.

Jak już wspomniałem we wstępie, SideWinder X5 wyglądem bardzo przypomina swojego poprzednika. Nie uświadczymy tym razem jednak metalowych części i kolorowych wstawek – cała myszka wykonana jest z czarnego tworzywa sztucznego. Jedynymi elementami innego koloru są w zasadzie tylko ślizgacze (białe), podświetlane przyciski zmiany czułości (które bez podświetlenia i tak wyglądają na czarne) i logo na guziku uruchamiającym oprogramowanie (Game Explorer w Viście/IntelliPoint w XP). Jeśli mam być szczery, to mnie taki stan rzeczy zupełnie odpowiada, gdyż bardzo podoba mi się połączenie czarnego z czerwonym ;)

Ponieważ jaki koń jest, każdy widzi, nad dalszymi, bardziej szczegółowymi zdjęciami, nie będę się rozwodził.

Przyciski boczne i LPM:

Rolka i przyciski główne:

Przyciski zmiany czułości:

Ślizgacze i diody:

Przycisk uruchamiający soft:

Powierzchnia “grzbietu” i przycisków jest lekko porowata. W praktyce okazała się nie być śliska, więc palce same po guzikach nie jeżdżą. Boki myszki to takie samo gumopodobne tworzywo, jaki spotkać można na DeathAdderze, Salmosie, MX-ach i wielu innych myszkach. Zapewnia dobry chwyt, gryzoń z ręki nie ucieka, jest dobrze.

Wygląd jest kwestią gustu, ale dla mnie osobiście SideWindery to jest właśnie to. Futurystyczny kształt, czarna obudowa, krwistoczerwone podświetlenie wyglądające jak jakieś dopalacze – miodzio. W połączeniu z klawiaturą X6 (którą opiszę w swoim czasie) całość prezentuje się bardzo przyjemnie. Z resztą co ja będę gadał, macie kilka kolejnych zdjęć:

Te same warunki oświetleniowe, ale na podkładkach SteelSeries S&S, Razer Mantis Control i SteelSeries QcK:

I w całkowitych ciemnościach:

Na koniec tej części jeszcze porównanie wielkościowe do wspomnianych wcześniej Razerów (DeathAdder, Salmosa) i dzielnie służącego mi od pięciu lat Logitecha MX500: