Jak dałem słowo, tak też się go trzymam – a zapowiedziałem przyjrzenie się najnowszej myszce Razera, o nazwie Salmosa.

Rozkład jazdy:

  1. Wstęp i parametry techniczne

  2. Opakowanie i jego zawartość

  3. Oko w oko z wężem

  4. Oprogramowanie

  5. Wrażenia z użytkowania i takie tam…

  6. Podsumowanie

1. Wstęp i parametry techniczne

Samej firmy Razer przedstawiać raczej nie ma potrzeby. Istnieje na rynku od dziesięciu lat, od samego początku będąc zorientowaną na rynek profesjonalnych graczy, nie tylko produkując sprzęt, ale również sponsorując zawodników czy całe imprezy.

Salmosa jest pierwszą naprawdę entry-levelową myszką od wężowego producenta. Pierwszą, której cena nie składa się z trzech cyferek – SCP ustalono na poziomie 99 PLN. Niestety niska kwota, którą trzeba na nią wydać, przekłada się na spore okrojenie z różnych, dla wielu bardzo istotnych, cech. Całe szczęście jednak to, co najważniejsze, pozostawiono – nowy gryzoń korzysta z tego samego, sprawdzonego sensora, co DeathAdder (do którego będę Salmosę miejscami porównywał), Diamondback 3G Edition oraz odświeżona wersja klasycznego Boomslanga. Mowa oczywiście o “podczerwonym” Avago 3688.

Na koniec wstępu spójrzmy jeszcze na parametry techniczne:

  • Sensor 1800dpi Razer Precision™ 3G
  • 125-1000Hz Ultrapolling™ / 1 ms czas reakcji
  • Sprzętowy przełącznik zmiany czułości
  • Technologia On-The-Fly Sensitivity™
  • Tryb Always-On™
  • Dwa duże antypoślizgowe przyciski + trzeci w 24-pozycyjnej rolce
  • 16-bitowy przesył danych
  • Prędkość 60-120 cali na sekundę
  • Trzy niezależnie programowalne przyciski Hyperesponse™
  • Zaprojektowany dla prawo- i leworęcznych użytkowników
  • Bezszelestne, teflonowe ślizgacze Ultraslick™
  • Dwumetrowy, ultralekki, nieplączący się kabel
  • Wymiary: 115 mm (długość) x 63 mm (szerokość) x 37 mm (wysokość)
  • Waga: 40g